Nawet nie wiem od czego zacząć. Może spróbuję od tego, że zazdroszczę sobie, że potrafiłam tak zwięźle ubierać swoje rozbiegane myśli w słowa, które potem tak bardzo cieszyły moje oczy, nie wiem jak wasze. Trochę z przymrużeniem oka traktowałam myśl, że moje pisanie musi mieć smutek u źródła, inaczej się nie spieni. A tu proszę bardzo, jedyne lekarstwo, w którym na powrót próbuję się unurzać.
Miałam marzenie. A niektóre marzenia mają to do siebie, że nigdy nie powinny się spełnić. Powinno się je pielęgnować w sobie, czynić nieśmiałe kroki ku jego zrealizowaniu, otulać ciepłym pragnieniem jego spełnienia. Miło było przyglądać się z boku, jak wzrasta w nadziei, że przyjdzie dzień tryumfu. No i zaskoczyły mnie te kurewskie fanfary, nie wiadomo skąd w ogóle, dezorganizacja, dezorientacja, dezomorfina. Pięknie to smakuje, cieszy duszę i serce, i chce się więcej, i woła o jeszcze, ale to już tylko taki krzyk w pustą przestrzeń, a echo zatacza kręgi po pustym talerzu...
O czym ma marzyć człowiek, którego sen się spełnił?
Tutaj winien nastąpić ukłon w stronę Łony, on coś wiedział, coś przeczuwał, że to spieprzę, ale to takie nadawanie Morsem do ślepca.
"Po co łapać króliczka, skoro tak przyjemnie się go goni?"
A ja zamiast dziękować Panu Życiu, że posłał mi promienny uśmiech, dał coś specjalnego od siebie, chociaż na tamten moment, to ja tu siedzę i ględzę, i zrzędzę, i sądzę, że w jakiś sposób mnie to pokrzywdziło. Zero wdzięczności, a jeszcze wyrzut-balon. Nie żałuję, bo na całą drogę muszę mieć co włożyć do tego skromnego bagażu, ale chyba lepiej żyć z perspektywą, że więcej ma się przed sobą.
Tak bardzo chciałabym umieć powiedzieć, że kocham. Że cieszę się, że pomaga mi życie układać, a czasem i je rozpierdzielić na nowo. Że dobrze, że jest, że, że, że... Tyle tego jest. A jęzor pozwijany śpi.
Przecież próbuję.
Ja jestem owym szalonym, dla którego nieważny jest klucz, którym można otworzyć drzwi, a to, że ten klucz mogę wrzucić do studni, a drzwi rozbić głową.
środa, 25 grudnia 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
niejasności.
"I poszły spać moje oczy zmęczone, nakryte powiekami i rzęsami tak, że nawet najmniejszy ich pręcik nie miał śmiałości, by drgnąć. Tylko wciąż mącone pragnieniami tęczówki nie mogły zasnąć, bo Ty tańczyłeś jak oszalały przy błękitnym ich brzegu."
Tobie - Ja
14 czerwca 2012r.
Moje pokolenie cierpi na nadmuchaną literaturę. Najpierw rycerza z białego konia zrzucił wampir, teraz wyidealizowany sadomasochistyczny Gray. Oto nasz z chodnika upadek moralny. Bo kiedy niby mieliśmy się podnieść z tego mułu bez polotu, braku treści, stanąć na nogach i mocno oprzeć się na rzeczywistości? Prawda jest taka, że wolimy pozbyć się zahamowań, pognać myślami ku niebu, ku naszym pragnieniom. Tak bardzo lubimy marzyć o tym co nieosiągalne, nie do spełnienia. Noc nie jest już porą na sen. Noc stała się sanktuarium rozpaczliwych modłów, pragnień, marzeń, których nie zdołaliśmy zrealizować. Układamy cały dzień, miesiąc, życie zupełnie inaczej. Co jeśli wówczas bym go zatrzymała? Jeśli on zebrałby się, by powiedzieć to, na co oboje czekaliśmy? A gdyby tak ona potrafiła zrobić ten pierwszy krok? Może się mylę, może wcale nie chce wyciągać do mnie ręki? Rozczulające pytania, nowe gierki, puzzle, które po wschodzie słońca nie składają się w kolorowy obrazek. To my. Tylko dlaczego to wszystko wydaje nam się tak odległe, że nie dajemy sobie szansy na urzeczywistnienie choćby skrawka pięknych myśli naszej głowy?
Niekiedy sami podrzucamy sobie kłody pod nogi, mamiąc się złudnymi wyobrażeniami. Niestety, rzeczywistość zweryfikuje nasze żądania i z rechotem podsunie nam zapuszczonego pućka z 2c, zamiast doświadczonego, zniewalającego Adonisa. Oj, moje słodkie, wypudrowane kłamczuszki, takiemu właśnie powiedzcie, że wygląd się nie liczy. Że to osobowość stanowi to, przez co miękną wam kolana, a jego wiedza technologiczna nie pozwala wam spokojnie zmrużyć oka, nim nie doprowadzicie swoich ciał do niewinnych dreszczy. I niech wstanie ten, który powiedział, że kocha się za nic i nie istnieje żaden powód do miłości! "A niechże wyrwą temu kłamy jego plugawy język!" Jedne kochają ciemnych brunetów za niespotykane, niebieskie oczy i uroczy uśmiech. Inne tracą głowę dla mężczyzny w białej koszuli, jadącego w czarnym, lśniącym kabriolecie puszczającego oko znad okularów od Dolce. Jeszcze inne kochają za dobroć, oddanie i wierność. A co jeśli Ty zapytasz mnie kiedyś:
- Za co mnie kochasz?
Bez wahania odpowiem:
- Za darmo.
środa, 20 marca 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





