Moonlight and love songs never out of date.
Hearts full of passion, jealousy and hate
Woman needs man and man must have his mate
That no one can deny...
As time goes by.
Wzruszyłam się, po czym wyłączyłam teleodbiornik. To wysoce niepoprawne w czasach ideologii corpucentrycznej. Po wtórnym obejrzeniu klasycznego melodramatu doszłam do wniosku, że sama z siebie do Casablanci nie wrócę. Wstałam jakoś tak ciężko z fotela, kątem oka żegnałam na czarnym ekranie smugi odlatującego samolotu. A nie, to tylko gasnące piksele. Udałam się do kuchni w celu zaparzenia herbaty. Zimne, bose stopy delikatnie kładłam na kafelkach. Stanęłam przed szafką, wyciągnąwszy rękę końcami palców zahaczyłam o gałkę, pociągnęłam do siebie. Otwierające się drzwiczki lekko skrzypnęły i z przykrością ukazały ewidentny brak herbaty. Już się nie pieszcząc trąciłam je tak mocno, że zamykając się głośno trzasnęły. Podparłszy się lewą ręką, przyłożyłam prawą dłoń do czoła, przygładziłam kilka razy nierozczesane włosy niedbale związane w kucyk i pociągnęłam nosem. Wzięłam głeboki oddech, sięgnęłam po butelkę z wodą mineralną i pociągnęłam parę małych łyków. Przełknęłam dokładnie, zakręciłam butelkę i wraz z nią zwróciłam się w stronę drzwi. Poczłapałam do przedpokoju, ze smutkiem spojrzałam na dwuramienny wieszak, na którym wisiał mój płaszczyk - jak zwykle cały w sierści. Lenisz się pomyślałam, po czym podeszłam i zaczęłam ściągać z niego jeden po drugim, długie, brązowe, nieregularnie poskręcane włosy. Pogładziłam rękaw, westchnęłam lekko i pogapiłam się bezmyślnie na płaszcz jeszcze przez chwilę. Zwróciłam się w stronę drzwi do sypialni, po czym jakieś półtorej minuty poświęciłam na żmudne przedostanie i wgramolenie się do łóżka. Ugniotłam pięścią poduszkę, kołdrę ułożyłam nogami tak, by standardowo umiejscowiła się pomiędzy nimi. Odwrócona twarzą do ściany wpatrywałam się w dosyć kobiecy cień wymalowany na tle w kolorze ceglastym. Wzniesienie, stromy spad, pagórek, dolina, pagórek, długie, delikatne zbocze. No jasne... już wtedy wiedziałam. Zapomniałam zgasić światła. Popatrzyłam przymrużonymi oczami na sączącą dość jasne światło żarówkę, kilka razy mrugnęłam powiekami. Wstałam, beznamiętnie wypuszczając powietrze, które nabrały policzki. Tup, tup, tup, tup. Pstryk. Tup, tup, KUR... Pieprzona szafka... Auć, tup, auć, tup. Usiadłam na krawędzi łóżka delikatnie rozcierając dłonią mały palec u prawej stopy. To nawet ten sam co kiedyś... Historie lubią się powtarzać. Położyłam się, przykryłam i odwróciłam do ściany.
*
Teraz leżę przykryta kołdrą aż po sam podbródek, twarz mam skierowaną w sufit, ręce założone za głowę. Teraz jest mi już ciepło. To zabawne, że sama kołdra nie wytwarza ciepła, dopóki człowiek się nią nie nakryje. Jak już to zrobi, emanuje ciepłem, uruchamiając tym samym zdolności grzewcze kołdry. Wtedy już im obojgu ciepło. A sama kołdra? No jak kołdra, długa, szeroka, gruba. Cztery rogi ma. To chyba znaczy, że potrafi być dwukrotnie bardziej zła od diabła. Nie ma w sobie ni kszty ciepła. Ale we dwójkę, z człowiekiem, tworzą już całkiem niezły duet. Chyba każda kobieta ma w sobie coś z kołdry.
Wtem drzwi do sypialni otworzyły się z łoskotem. Nie musiało być zapalone światło, żebym rozpoznała Małgorzatę w postaci stojącej we framudze; nie było też potrzebne bym zobaczyła, jak wkracza po pokoju uśmiechając się po swojemu od ściany do ściany, rozstawiając po kątach swoją promienność. Od razu zrobiło się jaśniej, mimo ciemnych chmur przysłaniających księżyc.
- Jak zwykle, kołdrowata aż do szpiku kości. - powiedziała z przekąsem Małgorzata leżąc obok mnie na lewym boku, wpatrując się we mnie z zaciekawieniem. Nawet nie wiem, jak się tam znalazła. Nie lubię, gdy jest szybsza ode mnie. - Nie śpisz jeszcze. Co tym razem Cię trapi?
- Nic. Po prostu patrzę w gwiazdy. - mruknęłam. Ona uniosła brwi, marszcząc przy tym czoło, na którym w takich sytuacjach ze zmarszczek płynęło wymowne "Co ty nie powiesz...".
- Nie muszę ich widzieć, żeby wiedzieć, że tam są, prawda? - dodałam. Nie za bardzo wiedziałam jak jej powiedzieć, że strasznie tęskniłam. To tak, jakbym była zmuszona przez pewien czas chodzić z dziurą w głowie i klatce piersiowej. I jak tu powiedzieć, że jest mi do obłędu ciasno, szorstko, tęskno, rozdzierająco, drżąco, niepewnie, nieprzytomnie? Bąknęłam tylko niewyraźnie coś na wzór "Długo Cię nie było.". Chyba nie stać mnie w tej chwili na więcej...
- Nie muszę Cię widzieć, żeby wiedzieć, że coś jest nie tak. - szepnęła, delikatnie uśmiechając się. - Ale w końcu jestem.
- Wiesz... Zapaliłabym. - powiedziałam przygryzając usta, wpatrując się w jej smukłe palce.
Potrzeba mi otulenia. x2