czwartek, 29 września 2011

nieokreślność.

Będąc niemym świadkiem smutnych historii mających miejsce w ostatnim czasie, czuję się wręcz upoważniona do przesłuchiwania najbardziej nostalgicznych utworów muzycznych, jakimi dysponuję. Niespodziewane chwyty za serce, niebezpieczne wywroty żołądka towarzyszą mi nieustannie w trakcie wyrywania nie do końca zapisanej kartki. Gnę ją i mnę na przemian ze złością, żalem, zazdrością, wyrzucam za siebie, gdzieś w eter. I przed nadejściem rozgoryczenia tuż po tym, jak utracę tę historię, żałuję każdego postawionego kroku, a także tego, że nie dane jest mi stawiać następnych. I z klifu moich marzeń niespełnionych obrywają się kolejne pragnienia nadzieje i roztrzaskują się i toną i budzą się w lodowatym przeszywającym do szpiku teraz. "Jesteś jedną z nici, którymi szyte jest moje serce." Leżę kamieniem, na płasko, pod krzyżem, a z cieżkich chmur spadają winnym deszczem w moje włosy wybite zęby i obcięte paznokcie. Bal urządziły na górze szczerbate kreatury upijając się niepowodzeniem i tylko czerwone balony jeszcze lecą w dół. Ostatnie źdźbło trawy służy za zjeżdżalnię małym diabłom, o wracajcie do mnie, wypalcie moje powieki, bym już nie czuć, ale choć zapatrzeć się mogła. Pięści zanurzonych, wwierconych już od urodzenia w suchą ziemię, przeistoczonych w macki, jestem korzeniem, a mój świat zakwita pod piachem. Dość przegniłych oddechów, powietrze też już zgasło. Jesień niesie okurzony okruch razowego chleba.

z góry
na pazury
trzask pstrokaty
cztery oderwane łapy.

Jak niemowa, chcąca jednym tchnieniem wyśpiewać ci cały świat.

sobota, 24 września 2011

15.05.2011

Ale kto chciałby ptaka ze złamanym skrzydłem?


Oto, jak w bezczelny sposób ustosunkowuję się do zniszczenia nieznanego, acz najbardziej udanego tworu literatury współczesnej.
(Może zupełnie mijam się z celem pisząc o tym... Hii... Przecież i tak nie ma już nic do stracenia.)

Przerażające jest to, jak łatwo przychodzi mi przełożenie tego na swój grunt. Zbyt osobiste podejście.
On nie żyje. Zabiłeś go swoim wyrzutem sumienia. A może (...)my? W chwili gdy powiedziałam o niej? To wtedy pomyślałeś "Dlaczegóż by nie". Odpowiedziałam tym samym. Co prawda spodziewałam się, że sprawy pójdą w zupełnie innym kierunku, co najwyżej dałbyś im po wszystkim zjeść razem śniadanie. Najwyżej. Ona i tak już nie była moja.
Ale nie, to raczej nie to.
On był idealnie nierealny. Metafizyczna materia. Ktoś, kto pochłaniał mnie od pierwszego zdania. Jemu nie potrzeba było nikogo innego. Wystarczałeś mu tylko Ty. To i tak nad to, co mógłby dostać gdzie indziej. A ja czułam się dobrze, mogąc z bezpiecznej odległości po prostu się przyglądać.
Nie wiem, dlaczego zabiłeś po raz pierwszy. Czemu nigdy o to nie zapytałam. Może to nie moja sprawa. To napewno nie moja sprawa... Ale znielubiłam Cię za to jeszcze bardziej, niż zwykle.
Czy zachwiałeś się, balansując na granicy siebie i niego. Czy to brak odpływu nagromadzonych emocji. Mi to sprawia trudność.
Zaraz, zaraz... Przecież nadal byłeś wielkim twórcą-stwórcą. Wszechmogący, który okazuje swoją potęgę, wskrzeszając bohatera. Ach, cóż za wszechmogąca niemoc! Kiedy to stwórca sam przyobleka się w swoje dzieło...

Wypatroszyłeś trupa, który czuł?
Ale... wygrałeś.
Będzie mi brakowało
Irusia.
Ireczka.
Irka.
Ireneusza Malutkiego.

Wyrzygawszy.
Ciekawe, jak by to wszystko ubrać w język...
A potem, to już tylko go urżnąć.


piątek, 16 września 2011

dla mnie?

...Bo nie potrzebowałaś miłości
więcej niż mogłaby pomieścić
zbyt koścista i blada garsteczka...
i nie dostałaś ani szczypty

Jej okruchy
leżały z chlebem na chodniku
Gołębie zbrukanym współczuciem karmione.

A co dla ciebie?
Każdej jesieni
łzy jak liście z drzew
spadają
na zamglone pole samotności
na przetartą ścieżkę doświadczeń

przesiewasz życie przez palce
jak ziemię-
brudne

Znalazłaś ją na sitku swojej ręki
i włożyłaś do najmniejszej kieszonki
lewej-
tej przy sercu

                              A. Kot


Nikt wcześniej nie napisał dla mnie tak wiele. Nie sądziłam, że można zauważyć promieniejącą samotność.

środa, 14 września 2011

Mikołaj obiecał mi cały Disneyland, tymczasem pod poduszką znajduję figurkę Myszki Miki. Nie to, że przestałam w niego wierzyć, ale go znielubiłam.