niedziela, 30 maja 2010

O tym, jak pozbyłam się wytworu i narzędzia pracy.

Wkładam serce do piekarnika. Ustawiam opytmalną temperaturę, to będzie jakieś, a ja wiem... ze 196 stopni Celsjusza. Powinno się udać, przecież włożyłam w nie tyle pracy. Ulepiłam taki ładny regularny kształt, wygładziłam, odczekałam pewną ilość czasu, a przede wszystkim cały czas odpowiednio spulchniałam odżywkami. Tak się podobno robi. No, to zamknęłam drzwiczki, odsunęłam krzesło i usiadłam.
1 minuta - zaczęłam kołysać nóżkami, bo jeszcze tak do końca do podłogi nie dosięgają.
3 minuta - założyłam nóżkę na nóżkę...
- Ojjj... A skąd taki siniak na kolanie? Pewnie od zbyt częstego klękania.
14 minuta - opieram się łokciem o pięknie nakryty stół. W końcu po upieczeniu należy je skonsumować w obliczu otaczającej mnie kultury i przyzwoitości.
23 minuta - zieeeeewam.
- Coś strasznie długo to trwa. No ileż można czekać?
27 minuta - wstaję i zaczynam nerwowo krążyć po kuchni. Pomału zaczynam przypominać wygłodniałego, niebezpiecznego drapieżnika upchniętego do zbyt ciasnej klatki. Lada chwila przebiję się przez tytanowe pręty,  wyszczerzę kły, rozstawię pazury i przebiję się do Waszych tętnic. Tak, będę tańczyć do rana w rytm Waszych zwalniających tętn.
38 minuta - Nie, jednak nie. Delikatny zapach powoli rozchodzący się po kuchni ukoił moje zszargane nerwy.
42 minuta - Ponownie siadam na krześle, ale tym razem wręcz kładę się na stole. Przymykam oczy i rozkoszuję się unoszącą się wonią z piekarnika. Przymykam oczy, by móc dokładnie przedstawić mojemu ciału i umysłowi koncepcję na przyswojenie serca.
51 minuta - ...
77 minuta - Budzę się. Serce spłonęło, wraz z piekarnikiem.

Ci niewielcy już tak mają.

czwartek, 27 maja 2010

Gość

- Raz do roku messer wydaje bal. Jest to wiosenny bal pełni księżyca, zwany też balem stu królów. Tłumy!... Potrzebna jest jednak gospodyni... Utarła się tradycja - mówił dalej Korowiow - że gospodyni musi mieć na imię Małgorzata. Odszukaliśmy w tym mieście sto dwadzieścia jedną Małgorzatę, i czy pani uwierzy - Korowiow z rozpaczą klepnął się po udzie - żadna się nie nadaje! Aż wreszcie szczęśliwy traf... Krótko mówiąc żeby się nie rozwodzić: Czy zgadza się pani przyjąć na siebie te obowiązki?
- Zgadzam się!...
Małgorzata widziała wszystko jak przez mgłę. Zapamiętała świece i basen z malachitu. Oblały ją jakąś gęstą czerwoną cieczą...
BAL!!! - przeraźliwie wrzasnął kot...
- Jestem szczęśliwa, królowo i pani, że zostałam zaproszona na wielki bal pełni księżyca!...
Silny ból, jakby od ukłucia igłą, przeszył jej prawe ramię i Małgorzata zacisnąwszy zęby, oparła łokieć o postument. Nogi uginały się pod Małgorzatą, nieustannie bała się, że się rozpłacze.
Wówczas zaszła metamorfoza.

- Pij! Proszę się nie bać królowo...
- To wódka?
- Na litość boską, królowo czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!
Tłumy gości zaczęły zatracać człowieczy wygląd...
W sypialni Wolanda wszystko było tak jak przed balem. Poczuła się nagle zażenowana swoją nagością i...


- Ratunku. Moje sny nigdy... nigdy nie były tak... Nierealne. Brrr...
Przetarłam jeszcze zaspane oczy, moje ciało przyjęło kształt nieudolnie rozciągniętego łuku tryumfalnego, wychwalającego rozległe powierzchnie prześcieradła...
- Oj, Niewielka. Jak bardzo dziwne opisy przychodzą Ci do głowy z rana. Tak właściwie od kiedy mówisz sama do siebie? To było naprawdę dziwne.
Zwlokłam się z łóżka, zapięłam stanik, omiotłam wczesnoporannym spojrzeniem cały pok... Nie, niemożliwe! Przecież to był tylko se... Na biurku wśród pootwieranych i nietkniętych zeszłego wieczora książek leżała koperta, z wykaligrafowanym napisem "Zaproszenie". W pośpiechu moje drżące palce przełamały lak i...
   Gość. Może być. I tak dostępuję wielkiego zaszczytu będąc zaproszona na jeden z bali. Skąd pomysł, że będzie ich więcej? Cóż, pewności nie mam, ale dająca o sobie coraz większe znaki małgorzatowość pragnie czym prędzej ujrzeć światło dzienne. A On to wykorzysta.

Poczekamy, zobaczymy.

Zobaczysz.


Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz noc w środku dnia,
Czarne niebo zamiast gwiazd;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.
I wszystkie żywioły,
Wszystkie będą ci złorzeczyć:
Lepiej byś przepadł bez wieści.


W dobie upowszechnienia się różnorakich internetowych portali społecznościowych coraz ciężej jest mi się powstrzymać od wylewania swoich odczuć na jednym z nich. Takie formy tekstu pisanego bardzo mi odpowiadają. Bo po pierwsze łatwo się stuka w klawiaturę (a może po prostu jestem do tego przyzwyczajona czyt. przesiąknięta chorą technologią?), a po drugie mało kto będzie na tyle rozchwiany emocjonalnie i psychicznie, by mnie podejrzewać o podobne rzeczy. Mimo to cieszę się, że tak licznie tu przybyliście w kolektywie aż jednej osoby. Wyjątkowo się stresuję stojąc tu, przed Tobą, więc nie miej mi za złe ewentualnych wpadek po drodze, dobrze? W takim razie musimy zawrzeć jako taką umowę. Ja otoczę Twój umysł moją artydrastyczną opieką, a w zamian pozwolę Ci zamieszkać w mojej głowie. Zetrę ślady po błocie, odsunę ci krzesło, wytrę Twoją fałszywą gębę, podstawię popielniczkę, pościelę łóżko, jeśli trzeba będzie uchylę spódniczkę. Będę w stu jeden procentach do twojej dyspozycji.

Tylko pozwól mi zaistnieć.