*
I jak ja mam być egzystencjalistą, kiedy cały świat się do mnie śmieje? - zapytałam cichutko przed zamknięciem oczu.
Myśli jeszcze wracały do spontanicznych, maniakalnych pytań "Kim chciałbyś być?!" wypowiadanych na przeróżne sposoby, do obchodzenia teatru H.M. x razy, do 'dymu siwo-mglistego' otulającego mnie tak miło, jak nigdy dotąd. Nastąpiło powolne zatracenie kontaktu ze światem zewnętrznym, zwrot ku strumieniu podświadomości. Rozkosz. Zasnęłam będąc w Dobrze.
A zegarek tykał poza mną.
I skrzypnięcie drzwi.
I nieświadome otwarcie powiek.
Przemknęła tamtędy wysoka (nietrafne określenie. z mojego punktu widzenia każdy taki jest) istota, o króczoczarnych, niedbale (nie)ułożonych włosach, z drucikiem na czubku nosa wygiętym na kształt okularów. Miał krótsze, porwane jeansy, wyblakłą koszulkę i granatową postrzępioną pelerynkę, która sięgała mu zaledwie do lędźwi. Był bardzo chłopięcy. Przystanął na krótką chwilę, po czym zapytał (choć brzmiało jak twierdzenie):
- Czemu nie śpisz.
Nie odpowiedziałam. Przecież to zjawa, tylkomisięzdawanie, półsen, przenikanie rzeczywistości z senną kreacją umysłu na dzisiejszą noc.
Mój prywatny Morfeusz uniósł gwałtownie prawą rękę i kiwnął wskazującym palcem. Spowodowało to dziwne wrażenie, jakby przerzucenia Dolnego nad Górne, zaburzenia koordynacji i masy cegieł w czoło (jak to mówi Ofiara. Bardzo mi się spodobało to stwierdzenie).
Podpokładzie. Ostro.
Siedziałam okrakiem na długiej belce. Belka w porządku. Belka, jak belka. Czemu poruszam temat belki? Otóż sam statek budowały stare, spróchniałe deski, więc belka na ich tle się wyróżniała. Spojrzałam na strumień światła padający z góry, a w tym czasie Morfeusz stojący na pokładzie, powolnym ruchem zamykał drewniane drzwiczki prowadzące do wyjścia. Kunszt okrucieństwa.
Pomimo braku dopływu światła zauważyłam, że coś się zmieniło. Zmieniło się nie-na-Dobre. Dokładnie przed moimi oczami na cieniutkiej, zniszczonej pajęczynie czuwały dwa pająkopodobne ośmionogi. Ten widok sparaliżował moje ciało, umysł, zmysły. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, tylko nie to... W tej samej chwili przestrzeń zaczęła się kurczyć, ścieśniać, minimalizować, redukować. Obudź się, przecież kurwa potrafisz!
i przerażenie.
i panika.
i strach.
i powrót.
Wcale nie ulżyło.
*
Wstań, proszę.
Już go zostaw.
Puść.
Książkę też.
Kochanie, wracamy do domu.
A w domu uśmiechanie się do monitora podczas pisania bzdurstw i przykładanie do nosa ręki, z której unosi się hipnotyzujący zapach perfum. Polubiłam go i Go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz