piątek, 26 listopada 2010

Jesienynyna historyja.

Jesień. Powiedzmy końcówka listopada, tak jak teraz. Nie za daleko wstecz, nie za bardzo wybiegając w przyszłość - ot tak, w sam raz do wyobrażenia. Więc wyobraźmy sobie złotą, polską jesień. Widzicie te złote strumienie światła ledwie przeciskajace się przez czerwienie, żółcie i brązy liści? Czujecie orzeźwiający wiatr usilnie próbujący zamieść drogę, którą spokojnie spacerujecie w to przyjemne popołudnie?...
Nie? No, ja właśnie też nie. Nie bądźcie naiwni, nawet nie liczcie na beztrosko napisaną historyjkę o tym, co się stało w owe jesienne popołudnie, które tak naprawdę nigdy się nie wydarzyło. W końcu na co komu taki czas? A no, jednak znalazł się mężczyzna, któremu taki czas był potrzebny. Mało tego, nie był sam w swojej zachciance (Panie Świetlicki, miał pan rację! To zawsze są historie o mężczyznach i kobietach!). Ale może od początku.

Po specjalnie wyznaczonej ścieżce rowerowej, niedaleko ulicy Heweliusza szła, a może poczłapywała kobieta. Wysoka kobieta, ubrana... Nie, nie. Już wiem. Ona podskakiwała! A nawet wskakiwała w lustrzalne kałuże! Tak beztrosko rozchlapywała dookoła siebie wodę, skupiając na swoim działaniu złowrogie spojrzenia przechodniów. Pomijając, że padał deszcz i woda znajdowała się praktycznie na każdym poziomie wysokości, ona nie miała prawa ich ochlapywać. Dlaczego po prostu spokojnie nie szła, bądź nie uciekała przed deszczem? Może nie miała gdzie wracać. Ale to nie usprawiedliwiało jej nietaktownego zachowania. Nogi są po to, żeby stać, albo iść. Zdarza się też, że służą do oplatania. No, ale po co w ogóle nam nogi? Przecież już i tak nigdzie nie zajdziemy. Ale wracając do kobiety, ubranej w różowy koloryt skóry, wręcz nachalnie wciskającej do życia szarych przechodniów swój nienaturalny uśmiech. Dlaczego nienaturalny? Bo szczery. Czy to nie dziwne, że ktoś jeszcze potrafi się uśmiechnąć do powietrza? Bo po co w ogóle mielibyśmy się uśmiechać. Z samym uśmiechem to jeszcze pół biedy, gorzej jak połączy się go z nuceniem pod nosem piosenek, które chcąc nie chcąc wprowadzają słuchacza w optymistyczny nastrój. Po co otwiera usta? Po co w ogóle nam usta, przecież i tak nie mamy nic do powiedzenia. Na przekór obowiązującym normom była szczęśliwa. Przecież bycie szczęśliwym jest passé!
Kobieta stanęła przy przystanku autobusowym, na komunikacyjny środek wybawienia czekała czwórka udręczonych ofiar bez prawa jazdy. Kobieta postanowiła ich przywitać wysokim "Dzień dobry!". Babcia, którą Małgorzata jakiś czas temu wplątała w aferę welurową w pobliskiej pralni, siedziała na poobdzieranej, żółtawej ławeczce i oburzona śmiałością kobiety oscentayjnie prychnęła, ukradkiem lustrując ją wzrokiem. Plotkujące Kurwy (takie były ich imiona, przysięgam! I mimo iż mają tak niesławne personalia z dumą zwracały się do siebie "Słuchaj Kurwa, co tam się działo... No Kurwa, weź mi nie mów". Nie brak im odwagi cywilnej. Brawo dziewczyny, do teraz nie mogę wyjść z podziwu.) nawet nie zwróciły na nią uwagi. Tylko wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długim, czarnym płaszczu, stojący ledwo pod daszkiem (krople deszczu spadały na czubki jego pantofli) spojrzał na nią i odpowiedział "Dzień dobry". Zwrócił się w jej stronę, wyciągnął rękę i wskazał na wolną przestrzeń na ławeczce. Kobieta przyjaźnie skinęła głową i oboje usiedli, Babcia natomiast odruchowo ścisnęła w dłoniach torebkę, w końcu 30cm od niej spend urządzała sobie jakaś wariatka, z jakimś bandytą (tylko tacy noszą czarne płaszcze!).
- Nie jesteś zwykłą kobietą - zaczął mężczyzna - wręcz razisz mnie swoją odmiennością. Podobno takich jak Ty jest wiele, ale ktoś poustawiał Was bardzo zmyślnie i konspiracyjnie. Ciężko znaleźć szczęśliwą osobę, szczęśliwą kobietę. Jak Ty.
- Szukasz Niezwykłej Kobiety? - zapytała.
- Tak. - odparł.
- Ale się złożyło! Ja szukam Niezwykłego Mężczyzny. O, przyjechał mój autobus. Powodzenia w znalezieniu Niezwykłej Kobiety! - krzyknęła na pożegnanie, wchodząc już na schodek.
- Do widzenia Niezwykła Kobieto. - westchnął cicho.

1 komentarz:

  1. Chcąc być "na czasie", Twoje intrygujące opowiadanie podsumowałabym jakże modnym teraz wyrażeniem "Lubi to", tudzież "Mocne".
    Jednak nie tylko z powodu Twojego nieziemskiego daru do pisania podoba mi się ta 'historyja'. Mogę utożsamić się z postacią kobiety. A widok takich ludzi i ich reakcja na moje zachowanie jeszcze bardziej roznieca we mnie chęć "pokazywania siebie". Idąc ulicą i śmiejąc się w głos pewnie uznawana jestem za niepoczytalną, ale mam nadzieje że nie zamykają za to w więzieniu.
    Serdecznie pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń