po
kroję w drobne kawałeczki?
Siedem łyżeczek Cappuccino, jedna tabletka słodziku i 1/4 mleczka niskosłodzonego do kawy - to stawia ją na nogi. A może po prostu budzi w niej małego cukrzyka, który dzień w dzień walczy o jeszcze więszke pokłady słodkości. W pokoju tego poranka zamieszkał bardzo miły zapach, niezmącony dymem, co mnie cieszy. Lubię woń tego przesłodzonego napoju, świeżego powietrza i jej, gdy bardzo wcześnie wstaje z łóżka i chodzi po mieszkaniu w rozpiętej koszuli swojej bladoróżowej, satynowej piżamki. Na początek rozgościła się przed monitorem, ponownie pozwalając na odbijanie się niby-mężczyzn na powierzchni jej źrenic. Głowy również. Typowe, jak dla niej. Siedząc na łososiowej kanapie z książką na kolanach, kątem oka przypatrywałam się nawet nie tyle jej samotności, co tęsknocie. Właściwie nie wiadomo za czym. To jak gra w ciuciubabkę, tylko nie wiesz co właściwie masz złapać i w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Robi z siebie cierpiętnicę narodów, jak jej matka. Niedobrze. W ogóle jest niedobrze, ale również mi niedobrze na myśl, że mogłaby się stać taka jak ona.
No bo czego ona właściwie się spodziewa? Czego ona właściwie oczekuje?- Żeby miał cierpliwość jak Andrzej, mózg jak Wuj, wyobraźnię jak John z "9 i pół tygodnia", głos niczym T. Montana i serce jak Pan Prezes.
- O kochana, a cóż to za pomysł, żeby kochać mężczyznę, który szron na skroniach nosi o każdej porze roku? - odpowiedziałam wznosząc nieco karykaturalnie oczy ku górze. A niech wie, że głupoty opowiada.- No nie przesadzajmy... I niech wygląda jak Marlon Brando za czasów "Tramwaju...", ale żeby miał oczy Conrada. O tak...
- Sięgasz po tych na wymarciu. - już miała otworzyć usta, ciekawe do czego tym razem chciała się przyczepić - Dosłownie i w przenośni. Ogranicz te bajki. Łudzisz się przesiąkniętą fikcją historią i liczysz na jej spełnienie. Może i się uda, ale tylko na ekranie.
- I kto to mówi...
- No chyba sobie żartujesz. - odpowiedziałam i wróciłam do czytania. Śmieszne, przecież i tak znam to na pamięć. Właściwie mogłabym ten fragment napisać lepiej, niż sam Bułhakow.

ko
nwersacji nigdy dość. Zwłaszcza tych dobrych. Ciężko o takie, gdy jest się częścią generacji 'Lubię to".
"seks bez miłości to porno.
i teraz porno to właśnie miłość."
- Ciebie nie drażni ta częsta zmiana ról? - zapytała mnie mrużąc lekko oczy, wysuwając nieznacznie żuchwę do przodu. Czyli mówi poważnie.
Wyszła.
Zasłuchana w to, co miał jej do przekazania Czesław Mozil, który śpiewa:
Leć tam, gdzie miłość głaszcze cię dłonią
Nie płacz za tymi, co miłość twą trwonią
Leć z tym, co słów twoich słucha
SŁUCHAJ JAK MIŁOŚĆ WRZESZCZY DO UCHA
Uśmiechała się lekko, widok rzadki, więc może tylko mi się zdawało, może promienie świetlne padły inaczej niż zwykle, może wywołały złudzenie optyczne. A może wokół niej coraz śmielej zaczęły fruwać ciepłe, przyjemne myśli, które po chwili obszczekał pies. Tak czy siak wróciła do domu, zostawiając przed drzwiami ciągnący się za nią kondukt.
i Nikt więcej.
Naprawdę, to już ponad moje siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz