wtorek, 8 czerwca 2010

Spróbuj!

Z zachodu powiał ostry, surowy wiatr niosący niepokój na swoich rozgległych barkach. W jednej chwili poczułam się cholernie nieswojo. Całe otoczenie nagle zmieniło swój przyjemno-melodyjny wydźwięk na szarpidrucący zgrzyt zwiastujący nadchodzący bolesny upadek z dużej wysokości. Pierwsza myśl, to "uciekaj, ile sił w nogach". No więc poderwałam moje ciało i zaczęłam uciekać przed tą czarną chwilą. Albo ścigać się z nią. Albo gonić ją. A może biegałam w kółko, a ona bawiła się ze mną w tragiciubabkę? Nie, ostatnia myśl nie miała odbicia w rzeczywistości, bo z każdym maksymalnie wydłużonym krokiem zbliżałam się do wielkiej, murowanej ściany, długiej na prawo i lewo, wysokiej na górę i dół. Bez sensu byłby dalszy bieg wzdłuż bądź wszerz, a tym bardziej przebijanie się przez zaporę, więc odwróciłam się w nadzieji, że może jednak ujrzę za sobą wyrastającą z nikąd drogę ucieczki ku światłu. Eh, jak bardzo się myliłam.
Nie wiem, czy człowiek może doświadczyć gorszego widoku, jak Ich z wolna zbliżających się i odcinających drogę, dawkujących jego życie. Cienie, które rzucali powoli zaczęły podmywać moje bose stopy, które powoli wraz z kostkami i łydkami zanużały się w Ich mroku. To koniec. Szybka Śmierci - módl się za mną. Jak na znak, rzucili mi się jedni na szyję, drudzy do gardła. Ulatniające się tchnienie uniosło się ponad schroniskiem ciała.
...
Przebiliśmy się przez mur. Był ze styropianu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz