Niekiedy jest tak, że człowiek zaczynając pewną czynność, po prostu zostawia ją rozgrzebaną. Powinnam wbić pazurzyska w te szczekające ścierwa i wytrzeć ich gęby o nieoheblowane deski.
Nie zrobiłam tego, bo się bałam.
Nieprawda. Gdybym się bała, nie prowadziłabym tego do końca. Poza tym robiłam gorsze rzeczy.
Nie zrobiłam tego, bo nie chciałam się nikomu narażać.
Nieprawda. W głowie już zaciśniętymi pięściami uderzałam ich wypudrowane twarze, coraz mocniej, coraz celniej. Powoli zaczęła rozbryzgiwać się na nich krew, kruszące się kości, chrupiące stawy, pogruchotane zęby brzmiały w moim umyśle jak dźwięki, których szuka się całe życie. Zamieniam się w potwora, mój ludzki instynkt zaniknął już dawno, teraz pragnę tylko odwetu. Za wszystkie niepowodzenia mojego życia założyłam wam powróz na rozdrapanych szyjach, od razu zabarwił się na czerwono od przetarć. Mobilizuję mięśnie do pracy i zaciskam go na tyle mocno, na ile pozwala mi moja drastyczność. Dziki mord, rozchlapująca się krew, masochistyczne ekstazy. Czy czegoś więcej mi trzeba?
Nie zrobiłam tego, bo nie miałam armii.
Półprawda.
Nie zrobiłam tego, bo tam był.
Półprawda.
Nie zrobiłam tego, bo nie jestem już sobą.
Prawda.
Następnym razem pstryknij palcami...
OdpowiedzUsuńBy się wybudzić?
OdpowiedzUsuńBy to wszystko zniknęło?
Może to lepsze wyjście?
OdpowiedzUsuńWyjście?...
OdpowiedzUsuńPiękny płaszczyk ucieczki.
Z pewnością niejednemu w nim do twarzy...
OdpowiedzUsuń