Tam ciemność staje się moim sprzymierzeńcem. Wpadające gdzieniegdzie refleksy świetlne tworzą tor przeszkód, po którym leniwie sunie biały przyjaciel. Wraz z oparami gorącej herbaty otulają moją zagraconą niepotrzebnymi myślami głowę, porządkują sprawę po sprawie, problem po problemie, marzenie po. Nieskazitelne miejsce dla popieprzonej romantyczki. Mój prywatny przedsionek tego, do czego tak rozpaczliwie chciałabym dążyć. Żyję w błogiej nieświadomości, że dobrze mi taplać się w bagnie ekscytacji, beztroskiego hedonizmu.
"- Posłuchaj, jak cicho. - mówiła do mistrza Małgorzata, a piasek szeleścił pod jej bosymi stopami. - Słuchaj i napawaj się tym, czego nie dane ci było zaznać w życiu - spokojem. Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się aż pod sam dach. Oto twój dom, oto twój wieczysty dom. Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju. Będą ci grali, będą ci śpiewali, zobaczysz, jak jasno jest w pokoju, kiedy palą się świece. Będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni, przyjdą ci po nim do głowy mądre myśli. I już nie będziesz umiał mnie wypędzić. Ja zaś będę strzegła twojego snu." - przeczytałam na głos. - Piękne, co?
Nikt mi nie odpowiedział, Małgorzata odpłynęła daleko w bezpiecznej asekuracji stęsknionych ramion.
Mąci, oj mąci niespokojne me elektronowe myśli. Trzęsą się fundamenty mego jeszcze w stanie surowym świata dwa na dwa na dwa. Mówisz, rozbudować?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz