Ale tym razem przez niewielkie przestrzenie mojej biednej głowy przebłysnęła niebezpiecznie optymistyczna myśl, która faszerowała każdą tkankę wytrwałością w walce o swoje. Wstrząsnęło to moim światem dwa na dwa na dwa. Biegłam ile sił w nogach, wiatr oczyszczał moją głowę z przesytu myśli, jednak resztek po napadzie trwogi nie zdołał przepędzić PRECZ!
Leżała na wyraźnie wyklepanej już polance, jej oczy były szeroko otwarte, jakby dekodowały rozsyłane przeze mnie rozpaczliwe prośby o pomoc.
- Wstawaj Gocha. - powiedziałam rozkazującym tonem.
- Co tym razem?
- Pomoż mi proszę. Ja naprawdę nie potrafię już się tym cieszyć. Bądź przy mnie, kiedy to się będzie działo. Jesteś w tym lepsza, masz w sobie siłę, której mi brakuje. Proszę cię, Małgorzato. - wyrzuciłam, przy czym obficie nawilżyłam swoje oczy.
Ona po prostu przylgnęła do mnie.
Coś niepokojącego było w tym poranku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz