piątek, 3 września 2010

Musisz mi pomóc.

Wschód Słońca jak codzień zabrał mgliste wspomnienie sennego marzenia, wymieniając je na strach, lęk przed nadchodzącą chwilą. Wszystkie wydarzenia mające miejsce już gdzieś w bliskiej, czy odległej przeszłości przewijały się przeze mnie z, czy bez mojego udziału. Zdałam sobie sprawę, że nie mam już wpływu na nic ani na to co mnie otacza, ani na to co mnie dotyczy. Chciało się rzec 'pierdolę to wszystko', rozebrać się do naga, zanużyć w gęstej zielonej trawie i zaprosić jednego z moich dwudziestu przyjaciół. Oni nigdy nie nachodzą mnie bez potrzeby, ale zawsze są na wyciągnięcie ręki, na jednorazową chęć, na prośbę złaknionych ust.
Ale tym razem przez niewielkie przestrzenie mojej biednej głowy przebłysnęła niebezpiecznie optymistyczna myśl, która faszerowała każdą tkankę wytrwałością w walce o swoje. Wstrząsnęło to moim światem dwa na dwa na dwa. Biegłam ile sił w nogach, wiatr oczyszczał moją głowę z przesytu myśli, jednak resztek po napadzie trwogi nie zdołał przepędzić PRECZ!
Leżała na wyraźnie wyklepanej już polance, jej oczy były szeroko otwarte, jakby dekodowały rozsyłane przeze mnie rozpaczliwe prośby o pomoc.
- Wstawaj Gocha. - powiedziałam rozkazującym tonem.
- Co tym razem?
- Pomoż mi proszę. Ja naprawdę nie potrafię już się tym cieszyć. Bądź przy mnie, kiedy to się będzie działo. Jesteś w tym lepsza, masz w sobie siłę, której mi brakuje. Proszę cię, Małgorzato. - wyrzuciłam, przy czym obficie nawilżyłam swoje oczy.
Ona po prostu przylgnęła do mnie.


Coś niepokojącego było w tym poranku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz